Kategorie: Wszystkie | Początki | Wady | wiedza | Zalety
RSS
niedziela, 20 marca 2011
Dekalog albo pół
Drogi czytelniku, jeśli jesteś młodym, początkującym tłumaczem i dotychczas ominęła Cię nieprzyjemność udowadniania, że nie jesteś wielbłądem, przeczytaj poniższe wynurzenia ku przestrodze. Pozostali - ku pokrzepieniu serc. Każdy z nas czeka na jakiś przelew.
poniedziałek, 29 listopada 2010
Tłumacz na ślubie
Dzisiejsza ballada o tłumaczu wbrew pozorom nie będzie o mnie.
Lub będzie o mnie pozornie.

Coraz więcej ostatnimi czasy ślubów polsko-obcych. Dotychczasowe śluby dwujęzyczne jednak nie prowokowały do refleksji na tematy branżowe - ot, były po prostu okazjami do uronienia łezki przez szczęśliwych rodziców Panny Młodej, podejrzliwych spojrzeń rodziców Młodego i zastanowienia się nad logicznym powodem formalizacji nieformalnego przez znajomych.
czwartek, 30 września 2010
Ludzie maile piszą
Nazbierało się tego. I jeden temat przewija się jak mantra: jak zacząć? od czego zacząć? gdzie zacząć? Odpowiadam.

Aniu, Tomku, Moniko, Gizmo, Jarro, Piki i Natalio oraz wszyscy, którzy napiszecie jeszcze maila w tej sprawie:

Nie mam pojęcia.

Moja droga jest dość indywidualną mieszanką dobrej rodzicielki, dobrego rodziciela, dobrych przyjaciół, wiary we własne siły, zbiegów okoliczności i znalezienia się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie.
wtorek, 28 września 2010
Nie zamierzam się tłumaczyć
No, to skoro mamy to za sobą, idziemy dalej.

30 września jest dniem tłumacza. Z tej okazji chcę życzyć sobie i wszystkim wokół dużo zleceń. A nawet więcej, zwłaszcza sobie.
środa, 21 lipca 2010
Przerwa w pracy

Każdy chce się czasem pośmiać. Z innych tak trochę głupio, mama nie kazała w młodości. Dlatego proponuję pośmiać się z samych siebie lub nam podobnych.  Znalezione w sieci żarty na temat:

*   rewelacyjna Catherine Tate jako wielojęzykowy tłumacz symultaniczny. Nieważne ile razy to oglądam, zawsze pękam ze śmiechu.

*   wpadki lektorów i tłumaczy. Najbardziej rozśmieszyło mnie stawianie w jednym szeregu tłumacza i lektora TV ;>

*   a tu w sam raz, klimat plażowo - wakacyjno - tłumaczeniowy.
Dobrej zabawy, jak zwykle proszę o jeszcze, jeśli coś wam do głowy przychodzi.

10:12, dialogista
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 lipca 2010
Szanujmy się
Dawno nie zdarzyło mi się usiąść z wrażenia, może dlatego los postanowił urozmaicić moje nudne życie. Chodzi o tłumaczenia i pisanie, oczywiście. Nawet nie wiem, jak napisać o moim wzburzeniu, bo - biorąc pod uwagę hasła, z których Wujek Dobra Rada przekierowuje zainteresowanych na tego bloga - sprawcy mojego zaskoczenia są najprawdopodobniej jednocześnie moimi czytelnikami. Nie chcę nikogo obrazić. Zaznaczam na wstępie.
wtorek, 18 maja 2010
Tłumacz filmu

Wielu uważa tę robotę za wielce nobilitującą.

Wczoraj, po obejrzeniu "Robin Hooda", musieliśmy zostać w sali kinowej sami około 10 minut, znosząc znaczące, zmęczone i wkurzone spojrzenia obsługi, dopóki nie poleciały wszystkie napisy filmowe i nie ucichła muzyka. Wtedy to dopiero ukazało się nazwisko autorki tłumaczenia.

Rzeczywiście, nobilitujące.

Tak a propos, dobra robota i gratulacje dla pani Agaty Deki.

10:35, dialogista
Link Komentarze (11) »
niedziela, 16 maja 2010
Choroba zawodowa
Tytuł notatki sugerowałby zapewne pogorszenie wzroku albo drętwienie palców bądź nawracające bóle głowy. Oczywiście, te są dla każdego oczywiste, może kiedyś z nudów opiszę dokładniej objawy. Chodzi mi jednak o coś innego. O swoistą nerwicę natręctw, inaczej zwaną zboczeniem zawodowym, choć to nie jest nazwa kliniczna więc wzdragam się jej użyć. Moja nerwica objawia się napadami kataru wywołanymi przez płacz, którym reaguję na rozbawienie spowodowane sporadycznymi kontaktami z bublami tłumaczeniowymi lub wydawniczymi.
sobota, 24 kwietnia 2010
Po drugiej stronie lustra
Dziwny jest moment, w którym kończy się duże, intensywne zlecenie. Wszechogarniające uczucie pustki tłumi radość z powodu, że już nie wisi nad głową, tłumi dumę z osiągnięcia i z wybrnięcia z sytuacji, kiedy nie do końca rozumie się po polsku, co się przekłada na język obcy. Tłumi też wielką ulgę, że ma się wolne.
wtorek, 20 kwietnia 2010
The end
No i przyszła kryska. To już koniec. Nie ma już nic. Po wszystkiemu. Pozamiatane. Nic nie ma sensu.
poniedziałek, 22 marca 2010
Inspiracja dla tłumacza

Są takie dni, kiedy zamiast rozwiązywać sudoku, tłumaczysz sobie w głowie poezję i dla śmiechu nadajesz jej określony ton, nie zawsze zgodny z wydźwiękiem dzieła. No nie wiem, jak Ty, ale ja na pewno.

Dzisaj bawię się słynną piosenką niejakiej Merlin o pewnym łasuchu pełnym poczucia winy i nieuchronności losu.

"First you try to fuck it, then you try to eat it
If it hasn't learned your name, you better kill it before they see it
It's arma-goddamn-motherfuckin-geddon"

Ja mam pewne swoje propozycje, ale jeśli ktoś chce stanąć do konkursu, to zapraszam. Miłej zabawy.

19:51, dialogista
Link Komentarze (10) »
piątek, 12 marca 2010
Coś pesymistycznego
Każdy ma jakąś słabość. Piętę achillesową czy inne włosy samsonie. Moją są pochwały. Można by mi tak naprawdę nie płacić i tylko chwalić. Idealny pracownik. Na szczęście świat doskonały nie jest, więc zazwyczaj mi tylko płacą.

Ale zdarza się, że wieszają psy. Tłumacz wrażliwiec ma przechlapane w Polsce, bo naszą narodową cechą jest lubowanie się w wyszukiwaniu błędów, wytykaniu ich, wyszydzaniu na forach i tym podobne przyjemności osładzające nam życie pod koniec dnia.
niedziela, 07 lutego 2010
Ku pa mięci cd.
Tłumacząc filmy stykasz się ciągle z kimś, kim nie jesteś. A to z profesorem z Oxfordu, to z gliną, naukowcem zajmującym się supersymetrią. Trzeba wtedy zrozumieć, co mówi, a potem przetłumaczyć to tak, żeby nabrać przeciętnego polskiego profesora czy fizyka teoretycznego, wmówić mu, że wiesz, co robisz.

Wtedy przydaje się taka wiedza we własnej głowie, ale w razie jej braku, zawsze można liczyć na mój ulubiony typ pamięci zewnętrznej - Internet.
wtorek, 02 lutego 2010
Kolejna porcja wiedzy dla Zuzi
Artykuł z „Przeglądu” z 2004 roku, o dziwo, nie stracił zbytnio na aktualności. Nawet, jeśli chodzi o proponowane przez wydawnictwa stawki. Wielu ludzi myśli, jak Zuzia, że bycie tłumaczem oznacza ciekawą, dobrze płatną pracę i ciągłe obcowanie z literaturą, wiedzą i czym tam jeszcze. A tu klops. Nawet jeśli literatura interesująca, to termin tak krótki, że nie da się najpierw spokojnie przeczytać, a po krótkim przetrawieniu zabrać się za tłumaczenie mając w głowie mniej więcej rozplanowane spójne słownictwo, nazewnictwo i styl wypowiedzi. Hyhy.
wtorek, 19 stycznia 2010
Avatarszczyzna
Nareszcie, Avatar zaliczony.

Ładny film, trzeba przyznać, w tym kolorowym świecie tak by się chciało zostać na dłużej... Tylko okulary 3D w nos zaczynają uwierać na początku trzeciej godziny. Tłumaczenie, no cóż, jak kto woli i w co wierzy. Osobiście nie staram się stylizować na siłę. Jako widzowi kilka scen mi zajęło zrozumienie, że "trep" to żołnierz piechoty i tak dalej. Ale to kwestia filozofii tłumaczenia i wyczucia.
piątek, 15 stycznia 2010
Teksański
Dostaliśmy prztyczka, my precious. Że nieregularnie, za mało napisane, że zdecydowanie za mało na 1,22. ;>

Co ja, Kasia Nosowska jestem? Nie umiem pisać o niczym, czy też może po prostu nie chcę. Nie ma obowiązku, że blog musi posiadać tekst. Czekam na natchnienie, a dokładnie na to, żeby coś mnie wkurzyło, zagniotło w piętę, jak ten nie przymierzając prztyczek. Wtedy mogę pisać.
środa, 13 stycznia 2010
Wrzuć monetę
Przychodzi taka chwila w życiu człowieka, kiedy myśli sobie: "A może by tak laptopa nowego za darmo dostać?"
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Ku pa mięci
Jako że Internet nie ma przede mną tajemnic oraz moja pamięć jest doskonała, ale krótka, ponadto komputer ledwie zipie i niedługo nawet regularne przeinstalowywanie nie będzie robiło na nim najmniejszego wrażenia, postanawiam co następuje:
Dzielę się wiedzą, aby nie przepadła w przepastnych krajobrazach wirtualnego świata.
niedziela, 20 grudnia 2009
Do Zuzi
Jakiś czas temu zdarzyło mi się korespondować z pewną Zuzią, której kolega mojego kolegi powiedział, że zajmuję się tłumaczeniem filmów. Zuzia też chce. Wykonywać ten zawód i zrealizować wreszcie swoje marzenia. Prosi o wypowiedź.
czwartek, 10 grudnia 2009
Socjalizacja
Tłumacza nikt nie rozumie. Znajomym wydaje się, że siedzisz sobie w domu i czytasz książki, a w przerwie oglądasz filmy. Znudziło mi się tłumaczenie jak to jest. 16 godzin przed komputerem, bo nikogo nie obchodzi, że termin jest praktycznie na wczoraj. Nie masz nazwiska, więc na twoje zlecenie czeka kilka innych równie zdesperowanych i łaknących pracy osób. Osób, które zgodzą się zrobić to szybciej, taniej, lepiej, pracując 20 godzin dziennie, a nie w takim luksusie, jak ty.
wtorek, 01 grudnia 2009
Wpadka
Jakby w odpowiedzi na moją osobistą bolączkę, na blogu innego tłumacza pojawił się bardzo dobry tekst. Tym razem o tłumaczeniu gier. Polecam wpis Ubermlina “Polacy nie gęsi – czyli o lokalizacjach gier słów kilka”. Brak odpowiednich warunków tłumaczenia dotyka najwyraźniej nie tylko dialogistów.
piątek, 27 listopada 2009
Tiurliki

Casting na tłumacza wygrał kto inny. Do mnie trafiła wcześniej notka z wydawnictwa, brzmiąca niczym sms o "wygranej". Otóż moje tłumaczenie wraz z kilkoma innymi przeszło do drugiego etapu! (Jupi...) Teraz to ja mam określić, ile chcę za arkusz wydawniczy dostać złotówek i kiedy. Wygra najlepsza cenowo oferta.

Wspaniale.

Pierwszy raz spotykam się z takim procederem. Dotychczas była mowa o: tytule, tematyce i proponowanej stawce. Człowiek uczy się całe życie.
Szaleńcze poszukiwania na forach internetowych dla tłumaczy uzmysłowiły mi, że moje dotychczasowe wydawnictwo rozpieszczało mnie niemiłosiernie. Mniej więcej tak… 30% rozpieszczenia.

Najwyraźniej nie jestem najbardziej zdesperowanym tłumaczem, bo książkę dostał kto inny.
Natomiast wydawnictwo oznajmiło, że może innym razem.
Ale lepiej kończyć. Naród nie lubi rozmawiać o pieniądzach.

13:27, dialogista
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 listopada 2009
O dialogistycznych zapędach

Na jednym z forów internetowych dla tłumaczy zawisła informacja o badaniach jednego z Instytutów na jednym z Uniwersytetów dotycząca tłumaczeń audiowizualnych. Pani pisze, że zajmuje się tym naukowo, a ankieta ma pomóc w "walce o niezaniżanie cen przez nieuczciwe firmy oferujące coraz niższe stawki i zatrudniające osoby bez jakiegokolwiek doświadczenia czy też ze słabą znajomością języka i kultury docelowej".

Z jednej strony - idea jest słuszna. Po co nam kiepskie tłumaczenia itp.. Nawet na tym skromnym blogu utyskujemy z  tego powodu. Ale z drugiej strony - czy wolny rynek nie reguluje przypadkiem takich spraw? Ja nie mam wykształcenia filologicznego i zaczynam odczuwać czym to pachnie. Wytworzy się coś w rodzaju Polskiego Stowarzyszenia Tłumaczy Audiowizualnych, do którego dostęp będą mieli tylko ludzie o określonym wykształceniu czy kręgu towarzyskim; kolejne certyfikaty oraz kursy i tym podobne rzeczy. Żeby zostać dialogistą trzeba będzie już nim być od dawna.

Z mojego doświadczenia wynika, że wykształcenie filologiczne nie wystarczy, żeby być dobrym tłumaczem, ani nie jest tego warunkiem koniecznym. Trzeba mieć kilka cech charakteru, wiedzę (w odróżnieniu od wykształcenia), umiejętność posługiwania się obcym i  własnym językiem. To wszystko można wyłapać przy okazji tłumaczenia próbnego oraz podczas korekty, którą studio zlecające powinno uważać za warunek konieczny dopuszczenia do dalszej obróbki technicznej tekstu.

Autentycznie boję się wszelkich akcji typu:  "Mamy nadzieję, że pomoże ona [ankieta] odpowiedzieć na kilka ważnych pytań dotyczących środowiska tłumaczy audiowizualnych i może stanie się jednym z argumentów przeciwko zaniżaniu cen poprzez zatrudnianie amatorów."

Do ciężkiego licha! Jak człowiek ma niby zacząć pracę tłumacza, skoro za pierwszym razem zawsze jest amatorem?

Niektórzy optują za wprowadzeniem okręgów jednomandatowych, ja postuluję wprowadzenie obowiązkowej KOREKTY tłumaczeń.

Na jednym z forów internetowych dla tłumaczy zawisła informacja o badaniach jednego z Instytutów na jednym z Uniwersytetów dotycząca tłumaczeń audiowizualnych. Pani pisze, że zajmuje się tym naukowo, a ankieta ma pomóc w "walce o niezaniżanie cen przez nieuczciwe firmy oferujące coraz niższe stawki i zatrudniające osoby bez jakiegokolwiek doświadczenia czy też ze słabą znajomością języka i kultury docelowej".

Z jednej strony - idea jest słuszna. Po co nam kiepskie tłumaczenia itp.. Nawet na tym skromnym blogu utyskujemy z tego powodu. Ale z drugiej strony - czy wolny rynek nie reguluje przypadkiem takich spraw? Ja nie mam wykształcenia filologicznego i zaczynam odczuwać czym to pachnie. Wytworzy się coś w rodzaju Polskiego Stowarzyszenia Tłumaczy Audiowizualnych, do którego dostęp będą mieli tylko ludzie o określonym wykształceniu czy kręgu towarzyskim; kolejne certyfikaty oraz kursy i tym podobne rzeczy. Żeby zostać dialogistą trzeba będzie już nim być od dawna.

Z mojego doświadczenia wynika, że wykształcenie filologiczne nie wystarczy, żeby być dobrym tłumaczem, ani nie jest tego warunkiem koniecznym. Trzeba mieć kilka cech charakteru, wiedzę (w odróżnieniu od wykształcenia), umiejętność posługiwania się obcym i własnym językiem. To wszystko można wyłapać przy okazji tłumaczenia próbnego oraz podczas korekty, którą studio zlecające powinno uważać za warunek konieczny dopuszczenia do dalszej obróbki technicznej tekstu.

Autentycznie boję się wszelkich akcji typu: "Mamy nadzieję, że pomoże ona [ankieta] odpowiedzieć na kilka ważnych pytań dotyczących środowiska tłumaczy audiowizualnych i może stanie się jednym z argumentów przeciwko zaniżaniu cen poprzez zatrudnianie amatorów."

Do ciężkiego licha! Jak człowiek ma niby zacząć pracę tłumacza, skoro za pierwszym razem zawsze jest amatorem?

Niektórzy optują za wprowadzeniem okręgów jednomandatowych, ja postuluję wprowadzenie obowiązkowej KOREKTY tłumaczeń.

13:17, dialogista
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 października 2009
Chodzenie do kina vs. pozostanie w domu

Dzisiaj na temat kina. Jako miejsca i jako dobra kultury. A szczególnie chodzi o filmy z sieci. Oglądanie filmów w domu kończy się u mnie filmowstrętem. Kiepska jakość, kiepski dźwięk. Plus tłumaczenia… Ja wiem, choroba zawodowa, ale naprawdę uważam, że kiepsko tłumaczona ścieżka dialogowa potrafi zepsuć film. Zabezpieczę się tu od razu: wiem, że nie wszyscy znają angielski i dla nich głównie sieciowi tłumacze pracują w pocie czoła i tłumaczą, tłumaczą. Pominę kwestię pracowania pro bono. Chodzi mi głównie o efekt końcowy. Zaczyna się od: tłumaczenie ze słuchu: Asterix, poprawki: Obelix, poprawki po poprawkach: Kleopatra. I tak dalej.

Oglądasz film i nagle okazuje się, że bohaterowie gadają bez sensu. Co drugie zdanie sami sobie zaprzeczają. Potem zapominają postawić przecinek przed 'że', nie mówiąc o tym, że zdań absolutnie nie zaczynają od dużej litery. Od inwencji twórczej nieznanego, niedocenionego tłumacza zależy, jak bardzo wulgarnym językiem operują bohaterowie (zdarzyło mi się trafić na takie kwiatki jak tłumaczenie zdania "I'll kill you!" jako "Zajebię cię!"). I literówki. Są wszechobecne, wręcz konieczne. Brr. (Nie ma powodu, żeby narzekać. Mój pracodawca wypuścił pewną płytę, opatrzoną moim nazwiskiem na samym końcu, pełną literówek i błędów interpunkcyjnych. "Nie mieli czasu na korektę". Wyobrażacie sobie coś takiego?)

Narzekanie narzekaniem, ale do czegoś konstruktywnego powinno prowadzić. Otóż, jak się nareszcie trafi do kina, nagle okazuje się, że po polsku można pisać bez błędów, wyrażenia angielskie mają swoje odpowiedniki w języku polskim, które wcale nie muszą być kalką językową. Ba, jest nawet miejsce na dowcip! A już twórcze przeklinanie (przykład "Tajne przez poufne") może stać się prawdziwą sztuką.

Konkluzja jest taka: jak się coś robi z pasją, wiedzą i za pieniądze, efekty mogą być bardzo, ale to bardzo udane.

PS. Naprawdę doceniam tłumaczy internetowych. Mi by się po prostu nie chciało. I nie potrafię oddać dalej czegoś, co nie jest wypieszczone i pozbawione wszystkich widocznych dla mnie błędów. I wielbię wręcz instytucję korekty.

13:35, dialogista , Zalety
Link Komentarze (3) »
środa, 28 października 2009
Bogini dialogistów

Czy ta Pani wie, że ma swój własny jednoosobowy fanklub? Uważam ją za boginię dialogistów. I nie chodzi mi o telewizyjne "Ostre dyżury" czy inne, podtrzymujące przy życiu każdego dialogistę serie. Ale odkrycie różnic między polską wersją "Pulp Fiction" a wersją oryginalną otworzyło mi oczy na całkiem nowe światy! Nagle stało się jasne, że też chcę wykonywać ten zawód. Tarantino ani pomyślał, że można komuś "zrobić z dupy jesień średniowiecza", tym bardziej Huizinga, jeśli się nie mylę. Całe pokolenie ówczesnych nastolatków zostało zwiedzione tym jednym powiedzonkiem, które gładko przeszło do języka codziennego. Niewielu z nas miało szansę parę lat później narazić się na śmieszność na studiach wybuchając śmiechem na hasło "proszę przeczytać rozdz. 2 'Jesieni średniowiecza' na przyszłe zajęcia". Powstał problem kury i jaja. Udało mi się jednak dotrzeć do źródeł. Najpierw była "Jesień" i jej wielka popularność w Polsce, a zaraz potem geniusz Pani Gałązki-Salamon kazał jej stworzyć to nośne powiedzenie.

Wczoraj w kinie oglądaliśmy "Dystrykt 9". Rzuciło mi się w oczy, że polski tekst przyjemnie się czytało. Nie było błędów, język był soczysty i trochę "podrasowany" względem oryginału. Nie mogliśmy się też nadziwić, że tłumacz tak doskonale rozumiał, co mówią kosmici, bo angielskiego to nie przypominało. Nie zdziwiło mnie, że kiedy już wszyscy wyszli z kina, a napisy dobiegły końca, na ekranie na chwilę pojawiło się olśnienie.

Tłumaczyła: Elżbieta Gałązka - Salamon

11:00, dialogista , Początki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2